Zamknij

Powroty

podróże – fotografia – inspiracja

Subregion Zachodni. Śląskie mojego dzieciństwa, czyli to, co piękne jest najbliżej!

Większość życia spędziłam mieszkając na śląskiej wsi. Pod powiekami noszę więc obrazy regionu sielskie, zielone, leśne. Cały mój świat, kosmos lokalny i śląskość to był właśnie ten dom, ta okolica. Godająco familijo tworząca ten niepowtarzalny rodzaj wspólnoty budowanej na języku, właściwych regionowi zwyczajach i tradycjach. Tylko tata wychodził do pracy do kopalni. To była jego rzeczywistość, długo mi obca, utkana z wyobrażeń, schowana w głębi ziemi przed dostępem znakomitej większości z nas, choć dziś możliwa do eksploracji w formie fantastycznych atrakcji industrialnych. Nie mogło więc zabraknąć tutaj powrotów na Śląsk mojego dzieciństwa! Śląsk, którego prawdopodobnie jeszcze nie znacie! Śląsk dziki, soczysty, z czerwonej cegły, ale też z drewna. Doświadczany wolno, spacerem, z perspektywy kajaka i roweru.

***

Subregion Zachodni

Dokąd więc chcę zabrać Was tym razem? Do brzmiącego w pierwszym kontakcie trochę obco, niby zlokalizowanego gdzieś na zachodnich rubieżach Polski, hen, przy granicy z Niemcami Subregionu Zachodniego. Tymczasem Subregion Zachodni to określenie Związku Gmin i Powiatów Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego z siedzibą w Rybniku. Zdaje się, że regionu wciąż słabo rozpoznawalnego, a tak wyjątkowego i odbiegającego od wyobrażeń na temat Górnego Śląska, który pozwalam tutaj czasem sprowadzać do miana po prostu Śląska, co stało się pełnoprawnym uzusem językowym śmigającym nawet w literaturze naukowej (Trust me, I’m sociologist!).

Mapa odwiedzonych miejsc

Pojezierze Palowickie

Marzyłam o pobycie w takim miejscu od dłuższego czasu. Zastanawiałam się, dokąd się wybrać, żeby choć na chwilę złapać oddech. Do syta nakarmić oczy widokiem błękitnego nieba i odprężającą zielenią. Oddać się objęciom złotej godziny. I…okazało się, że nigdzie daleko nie trzeba było uciekać, a cała dzikość kryje się tuż za rogiem!

 

Pojezierze Palowickie, o którym mowa, to rzecz niesamowita. Perła dostępna na wyciągnięcie dłoni z Żor, Orzesza czy Rybnika. Stawy odbijają w swoich taflach przepiękny, obfity w jagody las. Pełny jest on ścieżek i tras spacerowo- rowerowych. Wchodząc na nie, nic nie zwiastuje jeszcze tego, że coś nagle przerwie kojącą ciszę, którą można tutaj spotkać. I wtem znajdujesz się pośród prawdziwego jazgotu. Tego najmilszego dla ucha, ptasiego rozśpiewania, skrzeków, pisków i kwilenia w jednym przecinanego pluskiem wyskakujących ponad powierzchnię wody ryb. Bajka! Wciąż – zdaje się – nieodkryta. Tak bardzo wymykająca się pojawiającym się jeszcze gdzieniegdzie wyobrażeniom Śląska szarego. Prawdziwe przyrodnicze śląskie cudo, pełne romantycznych pomostów, paproci sięgających pasa i chatek na wodzie!

Można na przykład wcielić się w Fionę zmierzającą do Chatki Shreka, choć pewien rowerzysta widząc mnie taką hasającą przy stawie, zawołał o jeronie! Goplana! I wiecie, nie lubię tak porównywać, niesprawiedliwe to strasznie, ale nietrudno poczuć się tutaj jak w najdzikszych ostępach kraju, niczym na Mazurach czy Kaszubach, więc ta wykrzyczana spontanicznie Goplana ma tu swoje uzasadnienie. Będąc przy Chatce Shreka, pamiętajcie, żeby nie wchodzić na drewniany pomost i uszanować prywatną własność.

 

 

 

Żelazny Szlak Rowerowy

Wpisujecie na mapie na Łaziska, a tam Łaziska w Lubelskiem. W Śląskiem Łaziska Górne i – ewentualnie – Dolne. A my mamy tutaj jeszcze jedne, moje Łaziska! Zwane czasem, dla odmiany Rybnickimi, choć od Rybnika oddalonymi o ok. 30km. Romantyczne, bo przygraniczne, z rzeką Olzą stanowiącą naturalną granicę między polską, a czeską stroną. Miejscowość, która dzięki granicy, przenosi Was w ten niezgłębiony mi fenomen nagłego wtargnięcia do nowej rzeczywistości, nowego porządku świata. Póki co nie ma jednak co z nich uciekać, a ja wierzę, że wkrótce będą one pierwszą podpowiedzią, które podsunie mi Google Maps i Wy również je odwiedzicie. Bo oto powstaje tu coś fantastycznego! Żelazny Szlak Rowerowy, czyli nowa propozycja na rowerowej mapie w Śląskiem, której geneza sięga nieistniejącej już linii kolejowej!

Trasa gotowa jest już na Waszą obecność w sąsiednim Godowie, gdzie zatoczyć możecie bardzo przyjemną, liczącą 43 kilometry pętlę wokół Godowa, Gołkowic, Jastrzębia-Zdroju (Szotkowic, Moszczenicy i Ruptawy) i Zebrzydowic oraz – po stronie czeskiej – Karwiny, Piotrowic koło Karwiny i Zawady. Jeśli jesteście zmotoryzowani, dobrym pomysłem może okazać się rozpoczęcie przejażdżki rowerowej właśnie w Godowie, gdzie pod Urzędem Gminy będziecie mogli zaparkować samochód, którego z pewnością dopilnuje tutejszy Utopiec, bo, proszę Państwa, choć to demon zły i posępny, tylko u nas, w Śląskiem, przyjęło się, że może on też mieć kaprys taki, żeby ludziom pomagać. Już sama jego silna obecność w ludowych wierzeniach zwiastuje, że nie brak u nas wód, moczar, jezior, stawów i wszelkich przyrodniczych atrakcji.

Na ścieżkach nie zgubicie się dzięki pomarańczowym tabliczkom z logiem Żelaznego Szlaku Rowerowego. I choć trasa biegnąca przez Łaziska jest jeszcze wykańczana, z racji bliskości zamieszkania, wybrałam się z moim bratem zobaczyć, jak będzie wyglądała przestrzeń, którą pamiętam, kiedy biegły nią nieczynne tory kolejowe łączące do 1997r. Jastrzębie-Zdrój z Wodzisławiem Śląskim i z Zebrzydowicami. Coś wspaniałego, móc zobaczyć nowe życie tej trasy niegdysiejszego przejazdu pociągów, stanowiącej tak fantastyczną turystyczną atrakcję usłaną drzewnym korytarzem! Jestem zachwycona ideą tego przedsięwzięcia i wskrzeszenia tej zapomnianej historii w takiej formie.

Szlak Architektury Drewnianej

Śląskie, jak chcę Wam pokazać, nie tylko węglem i stalą stoi, ale też, a nawet przede wszystkim, zielenią i drewnem. Choćby tym w najpiękniejszym, historycznym wydaniu, którą znaleźć można na Szlaku Architektury Drewnianej przypominającym, że nasze “teraz” tak bardzo naznaczone jest obecnością i czasem tych, którzy byli tu przed nami, a Śląsk – co w końcu oczywiste, a jednak niekiedy pomijane – nie pojawił się wraz z epoką industrialną. Na dowód tego znajdziecie w województwie śląskim 94 zabytkowe obiekty i zespoły architektury drewnianej!

I tak wspominam o tych moich Łaziskach nie bez powodu, bo mamy to szczęście, że znajduje się tutaj jedna z takich pereł – sakralna perła ziemi wodzisławskiej. Tak na marginesie, to już za dwa tygodnie odbędzie się tutaj nasz ślub! Kościół pw. Wszystkich Świętych w Łaziskach, o którym mowa, to rzecz niezwykła, bo mająca prawdopodobnie ponad 500 lat!

Nieznana jest dokładna data wzniesienia świątyni, jednak przyjmuje się, że kościół zbudowano tutaj w 1466/1467 roku, choć w publikacjach spotkałam się też z datą 1559 i 1579. Będąc we wnętrzu zwróćcie uwagę na wiekowe polichromie oraz oko opatrzności Bożej będącej pamiątką po czasach II wojny światowej, kiedy to pocisk uderzył w świątynię, jednak poza wyrwą w ścianie, nie uczynił jej szkód. Dodatkową ciekawostką wart odszukania jest pochodzący z XIV-XVIw. krzyż pokutny wmurowany w ogrodzenie świątyni, który musiał wykuć zabójca na miejscu zbrodni. A wszystko to w otoczeniu wiekowych dębów i kasztanowców.
Nieokiełznana dal domysłów podsuwa mi najrozmaitsze rozwiązania…cóż to mogła być za zbrodnia?

Jadąc Żelaznym Szlakiem Rowerowym, warto zerknąć jeszcze do pobliskich Gołkowic, gdzie znajdziecie kościół Świętej Anny zbudowany w 1878 roku.

Będąc zaś na Pojezierzu Palowickim, warto udać się do samej miejscowości Palowice, w której to znajduje się przepiękny kościół Trójcy Przenajświętszej z 1595r., przeniesiony w 1981r. z Leszczyn. Przybyłam tam tuż przed zmierzchem, w ten najpiękniejszy, niebiesko-fioletowy czas, w którym to otaczające świątynie lilie postanowiły po upalnym dniu osłodzić powietrze całym swoim skrywanym za dnia zapachem. Cudowności!

Wszystkie obiekty ze Szlaku Architektury Drewnianej znajdziecie tutaj, ale na zaostrzenie apetytu, chciałabym jeszcze wspomnieć w kontekście Subregionu Zachodniego o kościele pw. św. Krzyża w Pietrowicach Wielkich, w których to ma miejsce szalenie interesująca tradycja wielkanocna sięgająca XIIw., polegająca na konnych procesjach wyruszających do kościoła, na objazd pól i konną paradę. Osobliwości i ciekawostek nie brak zatem na każdym kroku.

Graniczne Meandry Odry

Graniczne Meandry Odry to jest, proszę Państwa, rewelacja. Mało znana i niedoceniana, a będąca fenomenem o znaczeniu europejskim. Woda w korycie przybiera najpiękniejsze kształty fantazyjnie meandrując pomiędzy terenami gminy Krzyżanowice a czeskim Bohuminem aż do ujścia Olzy. Cały zachwyt polega na tym, że rzek i fragmentów takich jak ten – nieuregulowanych, a stanowiących niewymownie cenny obszar ze względów ekologicznych – praktycznie już w Europie nie ma. Obszar Chronionego Krajobrazu Meandry rzeki Odry wciąż ulega tutaj procesom rzecznym, m.in. zmianie koryta, dzięki czemu granica polsko-czeska może się nieznacznie zmieniać. Gniazdują i bytują na jej obrzeżach niezwykle rzadkie gatunki ze świata fauny i flory. Kosmicznie brzmiąca szczeżuja wielka, górski kumak, skójka malarska, różanka. Znacie je? Ja nie znałam, ale świadomość, że mają się tutaj dobrze, uspokaja mnie i nakazuje zostawić je samym sobie. Możliwości bycia bliżej tego cudu natury stwarzają jednak spływy kajakowe i fantastyczna wieża widokowa. W czasach, kiedy wszystko oglądamy zza szklanej szyby monitorów i perspektywy dronów, wdrapanie się na taką wieżę o poranku i wypatrywanie budzącego się życia w atmosferze rześkiego, efemerycznego poranka to przyjemność sama w sobie. Żniwa zebrane, więc łatwiej dopatrzyć kicające po polach zające i spacerujące sarny. Cudo.

Wspomniałam o ślubie, a tak się składa, że oto niedaleko odbędzie się również nasze wesele! Bo kiedy znajdziecie się już tuż przy malowniczych Meandrach Odry, nie możecie odpuścić sobie opiewanej przeze mnie przyjemności z przekroczenia granicy. W Chałupkach, na terenie których znajduje się ten przyrodniczy cud, funkcjonowało kiedyś przejście graniczne łączące Polskę z Czechami i pobliskim Bohuminem. To właśnie w tym miejscu istnieje możliwość wypożyczenia kajaków. Tuż za mostem znajduje się zaś bohumiński rynek, gdzie polecamy odwiedziny w restauracji Pod Zeleným Dubem, w której wyprawimy zabawę. 😉

Rezerwat Przyrody Łężczok

Tym razem przenosimy się do Rezerwatu Przyrody Łężczok w Babicach, który jest częścią parku krajobrazowego Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich. Już sama nazwa zawierająca w sobie słowo kompozycje kojarzące się tak plastycznie, muzycznie, poetycko, wzbudziła mój gromki entuzjazm. Uwielbiam personifikować przyrodę i twierdzić, że jest ona najwybitniejszą artystką, ale nazwa ta nie jest przypadkiem złożonym w hołdzie dla twórczego kunsztu fauny i flory.

Dziś natura ma tutaj pełną swobodę w decydowaniu samej o sobie, jednak Łężczok jest tym nielicznym przypadkiem, kiedy to ludzka działalność i jego inwencja co do zagospodarowania krajobrazu przyczyniła się do powstania tego jednego z największych rezerwatów przyrody w województwie śląskim. Dodatkową atrakcją Łężczoka jest Aleja Husarii Polskiej będąca pamiątką po przejeździe przez jego tereny Jana III Sobieskiego zmierzającego do Wiednia w 1683 roku.

Kompozycje powstały w XIIIw. najprawdopodobniej dzięki działalności cystersów, choć o sprawców zamieszania można podejrzewać też budujące tamy bobry, na podstawie których człowiek utworzył groble i kanały dające możliwości rozwoju ogromnej ilości rzadkich gatunków zwierząt i roślin. To więc unikatowy rezerwat powstały dzięki ludzkiej aktywności, nie zaś jego nieobecności. Człowiek dał tutaj początek 8 stawom rybnym, które sprawiły, że dziś znajduje tutaj schronienie i miejsce odpoczynku w trakcie wędrówek niemal 51% (!) wszystkich gatunków ptaków żyjących w Polsce, spośród których wiele z nich zagrożonych jest wyginięciem.

Kocham podróże, ale daleko mi do potrzeby odhaczania kolejnych punktów na mapie. Byle dalej i więcej? Dla mnie niekoniecznie. Jakkolwiek wielbię możliwości poznania świata, tak też nie rozumiem tej wątpliwej turystycznej potrzeby przekraczania granic wszelakich, dotarcia na wszystkie krańce świata. Świadomość, że są miejsca, których zobaczyć, dotknąć i doświadczyć nie mogę daje mi w obliczu ekologicznych zagrożeń wielkie ukojenie i nadzieję na to, że przyrodnicze piękno ostanie i zachowa się w formie, jaką znamy. Wspaniałe jest więc to, że po Łężczoku możemy poruszać się tylko wyznaczonymi szlakami dwoma szlakami pieszymi, szlakiem rowerowym oraz sześcioma ścieżkami dydaktycznymi.

Jeśli w kontekście wodnych klimatów szukacie jednak adrenaliny innej niż tej płynącej z wypatrywania ptaków, warto wybrać się na spływ kajakowy pobliskimi Meandrami Rzeki Rudy. Podobnie do Meandrów Odry, finezyjnie zakręca ona tworząc możliwości ekscytującej wyprawy jej korytarzem. To kolejny unikatowy cud natury na mapie Śląska.

Opactwo Cystersów w Rudach

Jadąc z Łężczoka nie możecie pominąć kolejnej pobliskiej atrakcji – Pocysterskiego Zespołu Klasztorno-Pałacowego – łączącego w sobie Sanktuarium Matki Boskiej Pokornej. Tak, jak wspomniałam, Cystersi podejrzewani są o przekształcenie tutejszego krajobrazu naturalnego, co ma uzasadnienie w ich zakonnej idei polegającej nie tylko na wypełnianiu obowiązku modlitwy, ale też pracy własnych rąk, szerzeniu nauki i kultury, czego wyraz stanowił postęp w medycynie, rolnictwie czy rzemiośle.

Cała przestrzeń wokół Opactwa Cystersów jest przepiękna i warta przespacerowania się tutejszym parkiem w stylu angielskim. Bardzo przyjemne, spokojne miejsce, przecięte szlakami rowerowymi i pieszymi. Doskonały plan na relaksujące popołudnie.

Gdyby jednak było mało Wam atrakcji, w Rudach czeka jeszcze kolejka wąskotorowa, czyli kolejna atrakcja prosto ze Szlaku Zabytków Techniki! Dzisiaj, po dawnej kolei uruchomionej tu w 1899 roku, pozostał jedynie sześciokilometrowy odcinek ze Stanicy przez Rudy do Paproci (piękna nazwa!). Aktualne informacje na temat przejażdżki znajdziecie tutaj.

I na koniec, będąc z dziećmi, warto wybrać się do Zaczarowanej Chaty, czyli Etno Muzeum, które przeniesie Was w świat staropolskich wierzeń i przesądów, gdzie nie brak śląskich akcentów w postaci podań o Meluzynie czy opowieści o Beboku, czyli… koszmarze śląskiego dzieciństwa, bo oto właśnie tutaj stworem tym straszy się wszystkie niegrzeczne dzieci. 😉

Zalew Rybnicki

Jak Rybnik, to i ryby, prosta sprawa! Czy ktokolwiek jednak kojarzy to miasto z jeziorem? I choć sama nazwa Rybnik w istocie pochodzi od stawu mającego przed wiekami miejsce w obszarze dzisiejszego rynku, który to stanowił o charakterze miejscowości skupionej na rybołówstwie, wraz z nastaniem epoki industrialnej, rybactwo odeszło w niepamięć, a istotę Rybnika sprowadzono do miasta przemysłowego. Tymczasem może ono poszczycić się fantastycznym Jeziorem Rybnickim, z najdłuższym w Polsce – trwającym od kwietnia do października – sezonem żeglarskim, rekordowymi w skali Polski rybami wyławianymi z tutejszych wód (ponad stukilogramowe sumy to nie byle co!), infrastrukturą do windsurfingu i kajakarstwa. Kwintesencja regionu, tak płynnie łączącego swój przemysłowy charakter z naturą. Pełni ono doskonale funkcje rekreacyjne i trudno nie poczuć się tutaj jak na wczasach. Nie brak tu też możliwości kąpieli, jak choćby na plażach Pniowiec, do których prowadzi ścieżka rowerowa, więc przyjemność i aktywność jest tutaj podwójna. Miasto z ikrą ma być z czego dumne!

Osiedle w Czerwionce – Leszczynach

Czerwona cegła i czerwone obramowania okiennych wpustów, a do tego osiedlowy monitoring w postaci pieska w oknie, to rzecz charakterystyczna nie tylko dla czarującego Nikiszowca, ale też śląskich familoków jako takich, które znajdziecie jeszcze m.in. w Czerwionce-Leszczynach! Również one znalazły swe miejsce na Szlaku Zabytków Techniki stanowiącym o wyjątkowości industrialnych perełek regionu, w tym przypadku Subregionu Zachodniego. Tutaj również wypatrzyłam w oknie wielkanocną palmę, o której wspominałam Wam w poprzednim tekście. Przypadek? Nie sądzę! Śląski duch równie silnie jest w końcu zakorzeniony i w tym miejscu. Architektoniczne dekoracje, motywy drewniane, glazurowania… od razu rzuca się w oczy zamysł towarzyszący projektantom, by uczynić to miejsce przyjemnym, samowystarczalnym, zaspokajającym estetyczne potrzeby i kontakt z naturą w postaci przyosiedlowych ogródków i placów zabaw, w których można zaznać wytchnienie po całym dniu pracy spędzonym w głębi tętniącej swoim własnym życiem śląskiej ziemi, bo historia osiedla nierozerwalnie związana jest tutaj z pobliską KWK Dębieńsko.

Koniecznie zwróćcie uwagę na wyrastające nad miastem nienaturalne, choć zielone góry będące niegdyś rachitycznymi hałdami, na obszarze których dziś już na dobre rozgościła się przyroda, która to na powrót otrzymała to, co zawsze do niej należało. Wspaniały widok.

Koniecznie zajrzyjcie też do Centrum Informacji Turystycznej, w której – jasna sprawa – znajdziecie przydatne do zwiedzania informacje, ale też przyległy do niej Kompleks Izby Tradycji KWK „Dębieńsko”, wnętrza i pamiątki górnicze. W samej zaś Izbie Tradycji będziecie mieli możliwość podejrzenia jednego z takich śląskich mieszkań robotniczych, z tradycyjnym bifyjem i charakterystycznymi dla regionu przedmiotami dnia codziennego. Póki co zapraszam Wasz jeszcze na chwilę do mojego domu. 🙂

Dom. Śląskie tradycje

W temacie Śląska mojego dzieciństwa nie mogę nie wspomnieć Wam w końcu jeszcze o typowych śląskich zajęciach. I tak, będąc u nas, być może zwrócicie uwagę na odchodzącą już nieco w niepamięć, ale wciąż obecną, tradycję posiadania gołębników i hodowlę przez mężczyzn gołębi odnajdujących w ich opiece oraz konkursach lotów gołębi relaks i wytchnienie po dniu spędzonym w ciężkiej pracy. Wyhodowano tutaj nawet swoistą dla regionu rasę gołębia nazwanego garłaczem górnośląskim koroniastym. Czasem też taki gołąb ląduje też w…rosole. Bynajmniej jednak nie z kluskami! Kluski w odniesieniu do makaronu to na Śląsku niegodziwość, a Daniel doskonale wie, co powiedzieć, żeby zdenerwować mnie, śląską babę, w niedzielę. 😉 Kluski to się kulo!


Jeśli spodobał Ci się mój materiał GŁOSUJ i podaj materiał dalej, aby Śląskie mogło wygrać! Głosować można codziennie (!) na stronie Turystycznych Mistrzostw Blogerów („Zagłosuj” z prawej części strony). Bardzo na Wasze wsparcie liczę i dziękuję! 🙂

Głosuj na mnie i województwo śląskie


Teaser filmu z podróży po województwie śląskim

Na deser teaser filmu, który podsumowuje moją podróż po województwie śląskim. 🙂

Wpis powstał we współpracy ze Śląską Organizacją Turystyczną w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną, w których reprezentuję moje województwo śląskie.

Spodobał Ci się tekst i zdjęcia? Podziel się ze znajomymi!

komentarzy

  1. Jak tu u Was pięknie i klimatyczne:) Fb mi Was zasugerował i trafił w punkt <3

    1. Patrycja Pająk says:

      Tak nam miło! <3 Dziękuję Ci i mam nadzieję, że znajdziesz u nas kolejne inspiracje 🙂

  2. Kulanie klusek! <3

  3. Śląskie pogranicze polsko-czeskie jest bardzo ciekawe. Ze swojej strony polecam też przepiękny Cieszyn, a będąc w Czechach wizytę w Ostrawie, albo dalej – Olomouc. Dla osób bez samochodu jak ja – wystarczy dostać się do Chałupek albo Bohumina (np. z Katowic) i potem żeby wyruszyć w głąb Czech z Bohumina jest bardzo dużo pociągów. Pociągów, które są tanie i jeżdża bardzo często – np. z Bohumina do Ostrawy równo co godzinę jedize pociąg. Bardzo ułatwia to podróżowanie i auta nie potrzeba

  4. Jako mieszkanka Wodzisławia Śląskiego bardzo dziękuję za pokazanie tych miejsc. Niektóre to dla mnie nowe, niektóre znamy i odwiedzamy (na przykład wieżę widokową i potem niedzielny obiad w Bohuminie). Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, żę mieszkam w Subregionie Zachodnim 🙂

  5. Palowickie stawy to moje największe odkrycie ubiegłego roku. Bardzo przyjemne miejsce i oby nigdy nie powstały tam żadne kąpieliska i infrastruktura turystyczna.

  6. Boże, jakie piękne miejsca. Cudowne kadry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zamknij