Zamknij

Powroty

podróże – fotografia – inspiracja

Tysiąc podróży w trzy dni. Jedyne takie miejsce nad Popradem, czyli Pannonica Festival!

Wyobraźcie sobie podróż po dobrych kilku krajach, czasem bardzo od siebie odległych. Podróż zrealizowaną w jeden tylko przedłużony weekend. Na jednym bilecie, otrzymanym w niepozornych Barcicach. Wziąwszy plecak, w 15 minut drogi stąd, można by wszystko zostawić, opuścić kraj, wyruszyć w słowackie góry, na Węgry i dalej, na Bałkany. Cóż więc niecnego chcemy Wam przedstawić? Powroty, których geneza sięga ucieczki, bo to o niej przepełnieni intensywnością ostatnich zdarzeń i spraw, cicho marzyliśmy. I wtedy trafiła nam się ona, a z nią przyjechał do nas świat i już nigdzie nie trzeba było uciekać. Podróżnicza zachłanność doświadczenia jak najwięcej miała zaś tutaj pełne uzasadnienie. Jedyna taka. Pannonica Festival!

***

Ostatnie tchnienie lata

Ostatnie dni sierpnia to zwykle dla mnie źródło nieprzebranej melancholii. No cóż zrobić, kiedy nie ma we mnie zgody na żadne końce. I aż czasem głupio przeżywać te wszystkie więdnące w tym czasie letnie kwiaty, które dla mnie zaczynają już oznaczać jedno: memento mori. Tegoroczny koniec wakacji po brzegi wypełnił się jednak beztroską i poczuciem, że żaden koniec jeszcze nie nadchodzi, a my dotarliśmy na Pannonicę, czyli etno-folkowy festiwal w sercu Beskidu Sądeckiego, by być wszędzie, a niby nigdzie, bo w krzakach nad Popradem. I okazało się, że oto wszystko dopiero się zaczyna. Kwiaty znów zakwitły na głowach przyjaciół. Orkiestra gra, a z nią zgoda na odwieczne porządki wszechrzeczy przychodzi już łatwo.

Wolna Republika Pannonica!

Nazwa festiwalu nawiązuje do Pannoni – prowincji rzymskiej obejmującej tereny fragmentów dzisiejszej Serbii, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Węgier, Słowenii i Słowacji. Festiwal Pannonica to zatem tygiel kultur i narodowości, w których przestaje istnieć znana nam geografia. Nie ma tu terenów spornych. Jest za to duch Bałkanów i Karpat, obowiązkowa kąpiel w Popradzie (zamoczenie stopy też się liczy!), jest Słowiańska jedność w całej jej mozaice różnorodności. Tym samym i ludzie, a z nimi muzyka. Ba! Ogień, nie muzyka! Bo o południową biesiadę i cały ten klimat wspólnoty wszystkich Słowian tutaj chodzi, a cóż by było bez muzyki właśnie.

Spontanicznie rzucone hasło Wolna Republika Pannonica idealnie oddaje ducha festiwalu, a „krzaki nad Popradem” w urokliwej wiosce Barcice zamieniają się nie tylko na kilka dni w muzyczną ucztę i wspaniałą rozrywkę. To jedyne takie znane nam miejsce na świecie, które w tak krótkim czasie pozwala odbyć podróż po tylu kulturach bez wyruszania w długą drogę. Pozwalające zbliżyć się do ludzi będących razem, mimo bycia z innych światów. Do zespołów pokazujących wspaniały przekrój piękna wschodniej duszy. Do smaków i zapachów, po które podróżujemy i które zostają z nami na długo. Wreszcie do cudownych beskidzkich krajobrazów, o których Stasiuk powiedział kiedyś, że za tymi górami dla niego zaczynają się Bałkany.

Europa południowo-wschodnia w jednym miejscu

Na Pannonice byłam więc wszędzie. Byłam na serbskim weselu i pogrzebie. Byłam z Luiku wśród mężczyzn spędzających czas w ukraińskich herbaciarniach, w których wcale nie ma herbaty. Byłam w Gruzji sącząc najpyszniejsze saperavi. Byłam w domach bułgarskich kobiet, znanych jako Bulgarian Voices Angelite. Kobiet tak mi bliskich, mimo że dzieli nas czas i odległość. Przez chwilę byłam na Guczy, choć niepodobna ci ona do tego, co tutaj, bo różnorodność muzyczna jest na Pannonice tak szeroka, że daleko wykracza poza festiwal trąbek. Więc byłam też z bułgarskimi córkami, matkami, siostrami. Byłyśmy razem w wyśpiewanym przez nich doświadczeniu, którego nie zrozumiałam, a poczułam w pełni w sobie, serce jakby mając wszędzie naraz. Ich uniwersalność, siła głosów mówiąca o tym, co w ich wnętrzu, to prawdziwe misterium. Jakkolwiek przyjęło się, że w klimacie Pannoniki nie ma patosu, tak dla mnie tutaj on był.

Lekkość bytu bywa nieznośna. W gruncie rzeczy całkiem jest mi obca. Tak dobrze więc było poczuć to w sobie: wewnętrzne katharsis i zmęczenie ciała wyczerpanego ekstatycznymi tańcami do utraty tchu. O tym ostatnim mimo wszystko nie wiem nic. Zrozumiałam to, kiedy oto przede mną stanął on.

Byłam pewna, że pęknie. Poliki wybuchną, ciało nie zbierze więcej tlenu, zaleje je strugi potu. A on grał, jeszcze i jeszcze przekraczając wszelkie granice wytrzymałości. No niesamowitości. Więc znów było wesele, z Koçani Orkestar, albumem “Alone at my wedding” i ich transcetycznym Siki Siki Baba. I znów z zadumy wracamy do zabawy, w której poznaję nowych znajomych i spotykam przypadkowo starych.

Wreszcie też wszedł on. Cały na biało. Goran Bregović, ze swoją orkiestrą weselno-pogrzebową. Z całym tym jednoczesnym lirycznym smutkiem, ludyczną radością i energią w jednym, tak właściwym tym bałkańskim i panońskim kierunkom, wyśpiewanym wśród otulonych mgłą gór Beskidu Sądeckiego. Kocham, kocham, kocham całą sobą ten kierunek świata za ten nieskrępowanie wyrażany świat sacrum i profanum, tak płynnie przenikający całą rzeczywistość, dający odczuć cały koloryt życia, kolej losów. Ta prostota, mądrość biorąca się ze zgody na kolej rzeczy i przemijalność rozczula mnie dogłębnie. Dobrze, było go zobaczyć. Jego duet z Kayah uwielbiam, a bałkańska muzyka kojarzyła mi się dotychczas głównie z jego postacią. Osobistym odkryciem moim, że utwór “Nie ma, nie ma Ciebie” to powszechnie znana melodia Ederlezi, którą wykonał tutaj chyba każdy obecny artysta. Wyśpiewany w tym miejscu, w tym otoczeniu, to zachwyt w najczystszej postaci.

Magia ostatnich razów

Pannonica była dla mnie magią nieustannych powrotów do ostatnich razów. Bo kiedy ostatnie dni wakacji były dla Was zapachem nie deszczu na betonie, a polnych ziół i kuchni świata? Kiedy burza spowodowała, że poznaliście nowych znajomych, którzy nakarmili tym, co dobrym mieli i uraczyli swoimi historiami? Kiedy ostatni raz byliście offline nie tylko dlatego, że chcieliście, ale też dlatego, że znaleźliście się w miejscu, w którym internetu po prostu nie ma, a ilość pięknych zdarzeń, ludzi dostępnych tu, teraz, w czasie tylko jednym, rzeczywistym jest nie do przecenienia? Kiedy ostatni raz bolał Was brzuch ze śmiechu i wbijanej w niego słomy? Kiedy konieczność życiowych wyborów sprowadziła się do tego tylko, czy na śniadanie wybrać baklavę, prozioka, czy może pleskavicę? Kiedy widzieliście najpiękniejsze oczy na świecie w kolorze morza i oglądaliście miłość najczystszą?

W tle zewsząd wybrzmiewały wschodnie rytmy, a sprawdzić można było się na dziesiątkach warsztatów. Każdy znalazł coś dla siebie. Każdy przyjechał z inną historią i pomysłem na festiwal. To nas chyba zaskoczyło najbardziej. Aktywność, zaangażowanie i pasja. Ani jednej przypadkowej osoby.

Gdzie słyszysz śpiew, tam idź..

…tam dobre serca mają. Źli ludzie, uwierz mi, ci nigdy nie śpiewają..” Nie wiem czyje to słowa. Znam je z ust mojej mamy śpiewającej je przy wypełnianiu domowych obowiązków. Czułam je tam wszędzie. No bajka, w jednym tylko na miejscu dostępnym, czyli na Pannonice, którą wybraliśmy właściwe na kierunek… naszej podróży poślubnej, bo oto ledwie przed tygodniem był nasz ślub. I jak się okazało, nie tylko w takich to życiowych okolicznościach my tam przybyliśmy.

Anita i Adam postanowili wybrać to miejsce na swoją sesję poślubną. I wiecie co? Poprosiłam ich o możliwość zrobienia zdjęcia, a nazajutrz fejsbuk uświadomił mi, że to ten sam Adam, którego od dawna śledzę w internecie ze względu na jego fotograficzną twórczość. Tak samo było zresztą z Joasią. Czy świat jest mały? Nie wiem, ale jestem przekonana o tym, że to miejsce przyciąga tutaj bliskich sobie ludzi, a przez przypadek nic się nie zdarza.

Gruzja na Pannonice

Kaukaz dla nas obojga to region, którym darzymy ogromnym sentymentem. Na Zakaukaziu ukochałam sobie Armenię, do której 5 lat temu udaliśmy na jedną z pierwszych wspólnych podróży, a która okazała się krainą nieprzebranej gościnności, dobroci i ciepła. Daniel zaś ukochał sobie Gruzję, do której podróżował 10 razy i spędził w niej w sumie kilka miesięcy. Rok temu po podróży do Azerbejdżanu, postanowiliśmy, że żegnamy się podróżniczo na kilka lat z tym zakątkiem świata. Fizycznie więc do Gruzji się nie udaliśmy, ale magia Pannoniki dała swój wyraz po raz kolejny!

Warsztaty tańca gruzińskiego, dwa stoiska z gruzińskim winem (z cenami niższymi niż w sklepie – szacun!), ale Gruzja na tegorocznej Pannonice to przede wszystkim wypalanie qvevri!

Qvevri to gliniane naczynie, w którym Gruzini tysiące lat temu zaczęli produkować wino. Najstarszy sposób produkcji tego trunku na świecie. Przechadzając się po festiwalowej wiosce znaleźliśmy ekipę, która postanowiła 24h wypalić qvevri na festiwalu, jesienią zebrać winogrona, zakopać naczynie i za rok przyjechać z pannońskim winem! Trudno o bardziej gruziński akcent na festiwalu dla kogoś, kto jesienne wieczory spędzał na gruzińskich wioskach w Kachetii racząc się winem powstałym w qvevri podczas supr i zabaw. Może to, że festiwalowe qvevri po przejściu gwałtownych burz pękło, to znak, że do Gruzji jednak warto wrócić? 🙂

Powroty do Barcic – pannońska magia trwa!

A więc wróciliśmy! Wczoraj, w środku tygodnia po ostatnie letnie zachody słońca.

Przez całą Pannonicę często nieświadomie trafialiśmy na kulturowe i podróżnicze akcenty Europy wschodniej i południowej. Wróciliśmy do Krakowa z przekonaniem, że Festiwal Pannonica to przestrzeń wymarzona dla osób podróżujących i czerpiących z różnych kultur. Czasem wystarczyło jakieś słowo, smak, zapach, czasem coś fizycznego jak wspomniane qvevri, czasem zachowanie, które przypomniało wspomnienia z podróży po Serbii, Bośni, czy Rumunii. Nawet śpiąc w Barcicach budziła nas magia lasów i natury – zapach świeżo zebranych kilogramów grzybów – suszonych i gotowanych. 🙂

Decyzję o powrocie do Barcic podjęliśmy spontanicznie. Nie mieliśmy dużo czasu, ale przez inne wyjazdy i pracę to miała być ostatnia okazja na ciepłe, letnie górskie promienie słońca tego lata, przywołujące na myśl rumuńskie Karpaty, góry Padis, małe wioski, w których siedzieliśmy przy akompaniamencie muzyki w oparach mocnej, domowej palinki.

Takie widoki uraczą Was więc, jeśli zdecydujecie się przyjechać na Pannonikę. W takim miejscu energia i dobro rozchodzą się ze zdwojoną siłą. Festiwal Pannonica zostanie w naszej pamięci na długo i mamy nadzieję, że nawet jeśli Was tu nie było, udało nam się choć trochę przekazać jego klimat, rytmy, myśli i ideę. Do zobaczenia, Wolna Republiko Pannonico!

Wrócimy na pewno. By znów być z dala od wczoraj i z dala od jutra.

Materiał powstał dzięki uczestnictwu w Inspire Camp 2019 prowadzonym przez Organizatora 7. edycji Pannonica Festival.


Festiwal Pannonica – informacje praktyczne

Bilety i noclegi

Festiwalowe bilety warto kupić w internetowej przedsprzedaży, a następnie odebrać opaskę festiwalową przed wejściem na jego teren. Fakt, że niemal wszystkie bilety kupowane są wcześniej pokazuje, że mało tu osób przypadkowych. Przekonacie się o tym na Pannonice nie raz i to m.in jeden z powodów, dla których tak niesamowita atmosfera panuje na festiwalu. Istnieje możliwość kupienia karnetu razem z polem namiotowym lub nocowania w pobliskich Barcicach. Miejsce znajdziecie bez problemu. Ktoś kogoś poleci, do kogoś zadzwoni i w ten sposób zwykłe domy mieszkańców poszerzają gdzieś tą festiwalową wioskę o kilka kilometrów dalej. 🙂

Dojazd i parking

Najłatwiej dojechać własnym autem, które zostawicie bez opłat przy wejściu na teren festiwalu. Do Barcic dotrzecie także pociągami i autobusami. Wbrew pozorom, malutkie Barcice nad Popradem są bardzo dobrze skomunikowane na przykład z Krakowem.

W festiwalowej wiosce

Nie martwcie się o jedzenie (kuchnia jest na świetnym poziomie, a dania bardzo zróżnicowane), ale zaopatrzcie się w wodę mineralną. Bywa upalnie, choć kąpiel w Popradzie przynosi dużą ulgę. Przed przyjazdem na Pannonicę śledźcie festiwalowy fanpage, żeby załapać się na interesujące Was warsztaty. Koncerty (jeśli nie przeszkodzi pogoda) rozpoczynają się o 18-18.30. Po ich zakończeniu impreza przenosi się z głównej sceny na inne miejsca festiwalowej wioski (z Guczodisko pierwszego dnia na czele!).

Spodobał Ci się tekst i zdjęcia? Podziel się ze znajomymi!

komentarzy

  1. Pięknie napisane, i świetne fotografie ♥️

    1. Patrycja Pająk says:

      Małgosiu, ślicznie dziękujemy. Mamy nadzieję, że się zainspirowałaś do odwiedzin Barcic i Pannoniki jeśli jeszcze nie byłaś 🙂

  2. Pierwszy raz słyszę o tym festiwalu. Z Waszego opisu wynika, że klimat podobny do Kazimiernikejszyn 😀 Posłuchałem zespołów, petarda!

    1. Patrycja Pająk says:

      O, to bardzo się cieszę, że się u nas o nim dowiedziałeś 🙂 Właśnie na Kazimiernikejszyn jeszcze nie dotarliśmy, a też dużo dobrego słyszeliśmy. Jak mówisz, że podobnie, to rownież musi być to genialne miejsce. Tak wspaniale, że mamy u nas w Polsce tyle cudnych inicjatyw i ludzi chcących promować i animować te mniejsze miasta, miasteczka i wioski <3

  3. Piękna relacja. Wspaniale się Was czyta. I fe foty. Bajka.

    1. Patrycja Pająk says:

      Mikołaj, piękne dzięki! Wieczorem nadrobię zaległości i z przyjemnością zajrzę do Ciebie. 🙂

  4. Patryk Tarachoń says:

    Na takim wyjeździe można odpocząć. Miejsca świetne, zabawa cudna.

    1. Patrycja Pająk says:

      O, to, to. Ostatnie dni przed festiwalem były dla nas mega intensywne i obciążające, a tam reset kompletny. Beztroska, piękno, karmię się tymi wspomnieniami błogości do teraz i jeszcze długo będę. To było tak dobre!

  5. To najpiękniejsza relacja z Pannonki, jaką kiedykolwiek czytałam. Poetycka i piękna. Pozdrowienia ze Starego Sącza. W krzakach nad Popradem od pierwszej edycji 🙂

    1. Patrycja Pająk says:

      Aaaa tak mi miło czytać to od Ciebie, będącej stamtąd, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zamknij